Recenzje

03-12-2019

Sprawdź tutaj:

 

Sięgnąłem po „Czarne źródło” z ciekawości, bo w polskim science-fiction od prozy Lema, Dukaja czy Grzędowicza dzieli czytelników wielka próżnia. Wydawca zachęca do sięgnięcia po tę lekturę w wyjątkowo intrygujący sposób – powołując się na inspiracje „Jądrem ciemności” Conrada, bogatą obsadą lektorską (Andrzej Chyra, Krzysztof Stelmaszyk czy Anna Dereszowska), aż do niesamowitej ścieżki dźwiękowej napisanej specjalnie na potrzeby tej superprodukcji.

 

Zobacz zwiastun:

 

Muszę przyznać szczerze, że ten audiobook zaczyna się niezwykle obiecująco. Jest XXIII wiek a ludzkość osiągnęła poziom technologiczny gdzieś między I a II typem w skali Kardaszewa. Charlie Marlow (Anna Dereszowska) otrzymuje misję, której celem jest zbadanie granicznych rubieży Układu Słonecznego w okolicach Pasa Kuipera, odnalezienie enigmatycznego badacza Kurtza i dostarczenie na Ziemię wyników jego badań.

 

Technicznie nie mam nic do zarzucenia – słucha się tego bardzo przyjemnie, ścieżka dźwiękowa faktycznie idealnie pasuje do tempa akcji, a efekty kosmicznych potyczek pogłębiają uczucie przebywania słuchacza w centrum wydarzeń. Są też momenty, w których rzeczywiście można odnieść wrażenie osamotnienia i zamknięcia w ciasnym kadłubie statku kosmicznego dryfującego przez ocean próżni.

 

Co do samej fabuły odczuwam spore rozczarowanie. Postaci bohaterów mają niejasne motywacje, którym dodatkowo brakuje konsekwencji w ich realizacji. Nie mogę doszukać się obiecywanej przez autora subtelnej gry pozorów. Szczególnie zadziwia nieracjonalne zakończenie, które wygląda na sam zarys niedokończony przez autora. Buduje to we mnie poczucie ogromnego niedosytu. Wiele wątków musiałem przesłuchać ponownie, żeby zrozumieć determinanty załogi statku, ale nie pomogło mi to w akceptacji całości.

 

Reasumując – realizacyjny majstersztyk, za co Audiotece należą się wyrazy uznania. Fabularnie niestety jest to bardzo przeciętna pozycja, która szybko mruga i gaśnie w ciemnościach niepamięci. Szkoda, bo początek obiecywał bardzo dobrą jakość, która gdzieś po drodze całkowicie się zatraciła. „Czarne źródło” pokazuje bardzo wysoki potencjał pisarski Bartosza Szpaka i gorąco kibicuję, bo być może następna książka będzie w stanie go zademonstrować.

 

Audiobook oceniam na 5/10

Więcej materiałów znajdziecie tutaj:

http://bit.ly/czarne-zrodlo

D. Masłowska - Inni Ludzie

Wejdź tutaj: 
 

Pierwsze wersety tej krótkiej powieści brzmią niczym manifest ortalionowego rycerza, prawdziwego króla ulicy, betonowej, warszawskiej dżungli. Rymowane w sposób charakterystyczny dla polskiego gangsta-rapu. Byłem wzburzony i miałem ogromną ochotę przerwać tę lekturę… ale po chwili emocjonalnego szoku naszła mnie refleksja, że przecież właśnie o to chodzi w utworach literackich! Prawdziwa sztuka MA wzruszać! I z całą pewnością „Inni ludzie” Doroty Masłowskiej to właśnie robią!


Okładka wyglądem przypomina prawdziwą, niszową płytę hip-hopową, którą jeszcze kilkanaście lat temu można było dostać w zasadzie tylko na Stadionie X-lecia. Sam utwór nazwałbym również nowoczesną wersją poematu. Tekst rymowany jest od pierwszego do ostatniego akapitu, z charakterystyczną dla rapowych improwizacji rytmiką. Do wypełnienia tego obrazu brakuje mi jedynie machających ramionami lektorów, ubranych w jaskrawe bluzy z kapturem i luźnych spodniach. W słuchowisku Audioteki wpleciono muzyczne wstawki, które w wyraźny sposób podbijają ten zamierzony przez Masłowską efekt.
 

Dlaczego na początku wspominałem o manifeście dresiarza? Dorota Masłowska prowadzi narrację używając do tego prostego, wulgarnego i miejscami prymitywnego języka, znanego z telewizyjnych wstawek wziętych wprost ze stadionów piłkarskich. U osób, dla których estetyka odgrywa ważną rolę może być zapalnikiem, który sprawi, że odrzucą chęć czytania czy odsłuchania „Innych ludzi”. Zapewniam jednak, że warto zwalczyć tę chęć i przebrnąć przez całość do samego końca.
 

Jak powstawało słuchowisko?
 

„Inni ludzie” to brutalny w swej prawdziwości obraz pokolenia dzisiejszych 30-latków mieszkających w Warszawie. Opowieść o ludziach takich, jakimi są na co dzień, bez telewizyjnego pudru. Związki oparte nie na miłości, a na kredycie hipotecznym. O synach mieszkających wiecznie na garnuszku swoich matek, wypruwających sobie dla nich żyły. Wreszcie o żądzach, marzeniach, pragnieniach, zdradach i trawiących ich uzależnieniach.
 

Z przerażeniem odkryłem, że Masłowska w arogancki sposób ukryła w tej książce lustro, które – czy tego chcemy, czy nie – odbija nasze głęboko skrywane przed światem twarze. Nie sposób od tego uciec. Nie pozwala odwrócić wzroku, tylko wwierca głęboko w świadomość, że tacy właśnie jesteśmy.Pragniemy kochać, a zdradzamy partnerów z byle kim, byle jak i byle gdzie. Mówimy o tolerancji, a w rzeczywistości jesteśmy zamknięci i ksenofobiczni, nie tylko względem obcych, ale także naszych najbliższych. Przytakujemy głowami na kościelnym kazaniu o szacunku względem bliźniego, a po wyjściu opluwamy jadem sąsiadów, tylko dlatego, że się do nas uśmiechają i nigdy nie narzekają. Zarzekamy się, że narkotyki to plaga tego świata, a jak tylko nadarzy się na imprezie okazja do wciągnięcia krechy, wychodzimy z nosami bielszymi niż pościel z reklamy środków do prania.
 

Tak. „Inni ludzie” to portret rodzinny. Mój, Twój i wszystkich, których znamy. Jeśli masz odwagę przyznać to przed sobą, to koniecznie wysłuchaj tego w całości!
 

Choć nie jest to tradycyjne słuchowisko, a bardziej single voice audiobook, to realizacja przypominająca hip-hopowy koncert, z prawdziwymi utworami muzycznymi wplecionymi w treść, powoduje, że odbiór tej noweli jest w moim odczuciu rewelacyjny! Olbrzymią zaletą ponadto jest tutaj relatywnie krótki czas odsłuchu – 3 godziny mijają w mig. Świetnie sprawdza się jako towarzystwo codzienności: sprzątania, podróży z miasta do miasta, czy w sobotni wypad na rower! Za reżyserię tego przedsięwzięcia odpowiada Agnieszka Glińska, a muzykę napisał Mariusz Obijalski. W rolach głównych: Małgorzata Biela, Monika Borzym, Karolina Czarnecka, Szymon Falaciński, Marcin Januszkiewicz, Paulina Puślednik, Franciszek Przybylski oraz Patryk Szwichtenberg.
 

Moja ocena: 8,5/10 (zaskakująco)

Więcej materiałów <

Zacznijcie od tego 

 

Fabuła podążająca nieuchronnie w kierunku punktu kulminacyjnego, napięcie pojawiające się w chwili, w której główni bohaterowie znajdują się w sytuacji zagrożenia, lub z której ucieczka wydaje się być niemożliwą. To najprostsza definicja dreszczowca. Warto pamiętać, że rozwiązanie z reguły znajduje się pod sam koniec fabuły, a jej celem jest odkrycie przez odbiorcę antagonisty, którego ten nie podejrzewa.

 

I takie też jest najnowsze słuchowisko Kingi Krzemińskiej i Krzysztofa Komandera, wydane przez Audiotekę. Co ciekawe – „Animy” nie znajdziemy na półkach z książkami drukowanymi ani w wersji ebookowej.

 

Akcja zaczyna się w bardzo typowy, teatralny wręcz sposób. Oto prowincjonalny komisariat policji w okresie przedświątecznym i dwóch funkcjonariuszy zaangażowanych w jego dekorację: Młody (Filip Pławiak) działa fizycznie, próbuje powiesić kolorowe lampki, jednak słychać w jego głosie niepewność i pewien wysiłek. Zza biurka merytorycznie „wspiera” go bardziej doświadczony kolega, aspirant Jan Willer (doskonała rola Łukasza Simlata).

 

Nieśpieszny rozwój akcji i komiczna wręcz sytuacja między Młodym a Willerem usypia na moment czujność słuchacza, jednakże w nieoczekiwanym momencie na komisariacie zjawia się dziwny, niespodziewany gość. Oto lokalny pijaczek Sasal, który na co dzień pracuje jako listonosz (rozpoznajemy charakterystyczny głos Lecha Dyblika) i oznajmia, że w sąsiedniej wsi, z której wraca zniknęli wszyscy mieszkańcy. Policjanci pierwotnie nie chcą przyjąć zgłoszenia rozhisteryzowanego Sasala, jednakże wydane przez szefową – komisarz Byder (Barbara Kurzaj) – polecenie służbowe sprawdzenia zgłoszenia, rozwiewają wszelkie wątpliwości i niechęć Jana Willera.

 

Od tego momentu słuchowisko nabiera typowego, hitchkokowskiego rozpędu – następuje „trzęsienie ziemi”, kiedy Willer odkrywa, że Sasal wcale nie zmyślał, a w opuszczonej osadzie natrafia jedynie na umierającego chłopca i znajduje tajemnicze nagranie.

 

Więcej o fabule nie mogę Wam tutaj opowiedzieć, żeby nie zepsuć całej przyjemności z odbioru tego niesamowitego słuchowiska.

 

Akcja rozwija się konsekwentnie, z każdą kolejną chwilą zagęszczając napięcie związane z losami głównych bohaterów.

„Animy” słucha się z zaciśniętymi pięściami, w wyczekiwaniu na chwilę oddechu, na którą autorzy nie pozwalają, aż do samego, otwartego zakończenia. Pozwala to mieć nadzieję, że czeka nas równie interesująca kontynuacja. I jeśli faktycznie tak się stanie, będzie to obowiązkowy zakup na mojej liście!

 

Superprodukcja zrealizowana jest z najwyższym pietyzmem, a aktorzy odtwarzające wszystkie postaci pojawiające się w fabule stają na wysokości zadania. Na szczególną uwagę zasługuje tu cała trójka policyjna: Willer, Młody i Byder, którzy próbują rozwikłać szereg powiązanych ze sobą jeżących włos na karku zagadek. Łukasz Simlat święci w ostatnim czasie sukces za sukcesem zarówno na ekranie, jak i na teatralnych deskach. Jego kunszt słychać również w postaci aspiranta Jana Willera i jest on zdecydowanie najjaśniejszym punktem całego słuchowiska. Po zakończeniu nie wyobrażam sobie, by postać tę mógł zagrać ktoś inny! Miód na moje uszy!

 

Podsumowując: „Anima” jest doskonałą produkcją para-literacką, którą polecam każdemu. Odnajdą się w niej zarówno miłośnicy książkowych dreszczowców, ale także bywalcy sal teatralnych. Jednym słowem – genialne! Jeśli dołączycie do Klubu Audioteki możecie zdobyć ten audiobook w świetnej cenie 19,90 zł!

 

Moja ocena: 9/10

Więcej materiałów na temat słuchowiska: TUTAJ

S. King - Lśnienie

Sprawdź tutaj 

 

„Lśnienie” jest idealnym przykładem powieści, która przeniesiona na srebrny ekran traci wiele ze swojej tajemniczości. Sam Stephen 👑 miał bardzo wiele obiekcji względem obrazu wykreowanego przez Kubricka, jednakże nie da się temu drugiemu odmówić, iż wykreował dzieło kultowe, a scena w której Jack (Nicholson) Torrance rozłupuje drzwi, stała się wręcz symbolem.

 

Przyznam szczerze, że podchodziłem do literackiej wersji „Lśnienia” bardzo sceptycznie, a uczucie to pogłębione było przez złe doświadczenia z wcześniejszymi ekranizacjami, które z reguły bywają słabe, a czasem wręcz bardzo kiepskie. Jednakże opinia wielu czytelników, plasująca „Lśnienie” na piedestale horroru wszech czasów, zdecydowałem zmierzyć się i z tym tytułem.

 

Jako, że najwięcej wolnego czasu mam za kierownicą, w ostatnim czasie najchętniej sięgam po dźwiękowe wersje książek, a Audioteka.pl ma w swojej ofercie również słuchowisko, które zostało nagrodzone tytułem Audiobooka Roku 2016, nie zwlekałem zbyt długo i pobrałem go.

 

Pełną wersję audiobooka, jak i materiały dodatkowe możecie pobrać stąd 

 

Audioteka zamieszcza co prawda ostrzeżenie, by nie słuchać superprodukcji w sytuacjach wymagających niezachwianego skupienia, z uwagi na treść i efekty dźwiękowe. Niestety, muszę przyznać, że nie zastosowałem się do niego.

 

Z perspektywy kierowcy, muszę za to dodać, że słuchanie tej książki za kierownicą jest po prostu trudne. I nie jest to spowodowane bynajmniej efektami dźwiękowymi, bo te są doskonałe i genialnie dopełniają samą opowieść oraz budują odpowiedni nastrój. Największą trudność stanowi „wejście” w audiobook (w poprzedniej recenzji zastosowałem pojęcie tzw. „progu wejścia”). Początek „Lśnienia” to mnogość charakterów i wiele dialogów między nimi, które może nie są zbyt istotne dla samej fabuły, ale wprowadzają czytelnika-słuchacza w osobowość Jacka Torrance’a i jego rodziny. Wymaga to maksymalnego poziomu skupienia i dla aktywnych kierowców może wydawać się irytujące lub prowadzące do znużenia.

 

Akcja zaczyna się rozkręcać od II części, co następuje po jakichś 2 godzinach słuchania i zbiega się z pierwszym „jaśnieniem” małego Danny’ego Torrance’a. Nie namawiam do przeskakiwania od razu do tego fragmentu – zachęcam jednak do rozpoczęcia słuchania powieści w warunkach do tego sprzyjających (czyli faktycznie nie z perspektywy kierowcy).

 

Fabuła powieści toczy się nieśpiesznie, ale z charakterystyczną dla Kinga konsekwencją i prowadzi nieuchronnie do majestatycznego finału.

 

Kim jest główny bohater Jack Torrance? To były nauczyciel, który obecnie poszukuje weny twórczej. Ma mu ona pomóc w pracy pisarza. Niespodziewanie otrzymuje propozycję pracy w charakterze  dozorcy w górskim hotelu Panorama. 🏩, z uwagi na trudne warunki w czasie zimy jest niedostępny dla gości. Warunki wydają się być idealnie sprzyjające w pracy nad książką, więc Jack nie waha się zbyt długo i przyjmuje posadę. Kiedy burze śnieżne odcinają od świata rodzinę Torrance’ów, obdarzony nadprzyrodzonymi zdolnościami Danny, pięcioletni syn Jacka, zaczyna komunikować się z tajemniczymi gośćmi hotelu.

Pretekst do znalezienia weny nie jest jedyną motywacją Jacka Torrance’a. Stara się on także uciec od nałogu, którym alkohol. Mały Danny nazywa to „robieniem złych rzeczy”, ale 🏩 zdaje się być nawiedzony. W odciętym od świata miejscu Jack Torrance nie jest pewien, czy to duchy dawnych gości i rezydentów nawiedzają go w myślach i podpowiadając mu, jak ma postępować, doprowadzają go na skraj obłędu. Pewnego dnia mężczyzna w końcu przestaje nad sobą panować…

 

Zobaczcie kulisy powstawania słuchowiska 

 

Opowieść Stephena Kinga jest wyśmienitą ilustracją człowieka, która zmagając się z uzależnieniem w pojedynkę, odtrąca próby pomocy ze strony bliskich. Systematycznie ulega przy tym irracjonalnym podszeptom, które sam uważa za wyimaginowane i próbuje je racjonalnie tłumaczyć zarówno na przykładzie Danny’ego jak i własnych wizji. 👑 przedstawia studium człowieka balansującego na granicy psychozy i rzeczywistości, w warunkach niesprzyjającego odcięcia od reszty cywilizacji. Wystarczy tylko impuls, który odpali nieprzewidywalne zachowania, prowadzące w efekcie do wielkiego rodzinnego dramatu.

 

Historia opowiedziana głosami mistrzowskiego zespołu lektorów, z Adamem Woronowiczem w roli Jacka Torrance’a i Agatą Kuleszą w roli jego żony, Wendy. Doskonale wypada także młodziutki Bernard Lewandowski, który wciela się w rolę Danny’ego Torrance’a. Ma on na swoim koncie udział w ponad 40 projektach dubbingowych, jest przy tym prezenterem telewizji dla najmłodszych. Narrację prowadzi monumentalny głos Krzysztofa Gosztyły, który do perfekcji uzupełniany jest fantastycznym podkładem dźwiękowym z charakterystycznymi dla efektów kinowych tzw. jump-scare moments.

 

Superprodukcja „Lśnienie” doskonale zasługuje na wyróżnienie, choć z uwagi na relatywnie wysoki próg wejścia i wymaganie od słuchacza najwyższego poziomu skupienia, może tracić w odczuciu niektórych odbiorców.

 

Moja ocena: 7,5/10

Materiały dodatkowe, w tym bezpłatne fragmenty do odsłuchania polecam poniżej:
👉 http://bit.ly/LsnienieAudioteka 👈 tu też złożysz zamówienie!
#recenzja #audiobook #superprodukcja #audioteka audioteka.pl #horror #lśnienie #👑 #kulesza #gosztyła #woronowicz

#recenzje#audiobook#superprodukcja#audioteka#horror#lśnienie#stephenking#adamworonowicz#agatakulesza#krzysztofgosztyła#polecamy

1 / 8

Please reload

Obserwuj nas

  • Facebook - Biały Krąg
  • Instagram - Biały Krąg
  • Twitter - Biały Krąg
  • YouTube - Biały Krąg

Kampania

Promocja czytelnictwa

Informacje

Projekt witryny © Artur Kawa 2011 - 2019

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now